Strona internetowa za darmo: co dostajesz, a za co płacisz
W skrócie
- Darmowy plan kreatora działa na subdomenie dostawcy (twojafirma.wixsite.com, twojafirma.wordpress.com) i pokazuje jego reklamy na Twojej stronie.
- Wix w darmowym planie daje do 500 MB miejsca na pliki i do 1 GB transferu, WordPress.com 1 GB miejsca bez wtyczek.
- Google Sites nie wyświetla reklam i pozwala podłączyć własną domenę, ale kontrola nad techniczną stroną SEO jest mocno ograniczona.
- Darmowe strony z wizytówki Google (adresy business.site) zniknęły: od marca 2024 przekierowanie na profil, od 10 czerwca 2024 błąd „strony nie znaleziono”.
- Darmowy plan ma sens na 2-3 miesiące testu oferty. W dniu, w którym włączasz płatną reklamę albo sprzedaż, zaczyna kosztować więcej, niż oszczędza.
Stronę internetową za darmo dostaniesz w kilku kreatorach i w Google Sites, tylko z trzema warunkami w zestawie: adres jest subdomeną dostawcy, na stronie widnieją jego reklamy, a limity miejsca i transferu są niskie. To wystarczy, żeby sprawdzić pomysł na usługę albo mieć jeden adres w sieci zamiast żadnego. Przestaje wystarczać w momencie, w którym zaczynasz płacić za ruch na tę stronę.
Strona internetowa za darmo: co dokładnie dostajesz
Darmowe plany kreatorów są prawdziwe, nie mają ukrytej opłaty po miesiącu i nie wymagają karty. Zapłata jest inna: adresem i miejscem na reklamę. Wix w planie bezpłatnym publikuje stronę pod adresem typu nazwa.wixsite.com i dokłada do niej własny pasek reklamowy, a limity to do 500 MB miejsca i do 1 GB transferu. WordPress.com w darmowym planie daje 1 GB miejsca, subdomenę wordpress.com, reklamy wyświetlane odwiedzającym i brak możliwości instalowania wtyczek.
Osobny przypadek to Google Sites. Reklam nie ma, własną domenę podłączysz nawet ze zwykłego konta Google, a za hosting nie płacisz. Cena jest w elastyczności: to narzędzie do prostych stron informacyjnych, w którym nie zrobisz sklepu, nie dołożysz dowolnego kodu w nagłówku dokumentu i nie poukładasz szybkości ładowania pod własne potrzeby.
500 MB tyle miejsca na pliki ma darmowa strona w Wix
1 GB taki limit transferu obowiązuje w tym samym planie
67,5% tyle firm w badaniu GUS miało stronę w 2025 roku
Za co płacisz, kiedy nie płacisz
Subdomena to adres pożyczony. Wszystko, co zbudujesz na nazwa.wixsite.com, zostaje przy nazwie dostawcy, a gdy po roku przenosisz się na swoją domenę, startujesz z historią liczoną od zera. Przy nazwie firmy w wizytówce, na ulotkach i na fakturach taki adres jest też trudniejszy do podyktowania przez telefon.
Druga rzecz to reklamy. Na darmowej stronie klient widzi komunikat kreatora, czyli cudzą markę w miejscu, w którym miał zobaczyć Twoją. W usługach premium (fotograf ślubny, gabinet, kancelaria) to realny ubytek wiarygodności. Jeśli strona ma sprzedawać, a nie tylko istnieć, to zadanie dla strony firmowej projektowanej na własnej domenie.
Trzecia rzecz jest najmniej widoczna: brak dostępu do technicznych szczegółów. Bez wtyczek i własnego kodu trudniej dodać dane strukturalne albo podłączyć pełny pomiar konwersji. W badaniu GUS za 2025 rok stronę internetową miało 67,5% firm od dziesięciu pracujących w górę, o 6,6 punktu procentowego więcej niż dwa lata wcześniej. Twoi konkurenci już tam są, więc nie liczy się samo posiadanie strony, a to, czy ufają jej ludzie i roboty wyszukiwarek.
| Element | Darmowy kreator | Profil Firmy Google | Własna strona |
|---|---|---|---|
| Adres | subdomena dostawcy | profil w Mapach, bez adresu www | własna domena |
| Reklamy dostawcy | tak (Wix, WordPress.com) | nie | nie |
| Koszt startu | 0 zł | 0 zł | strona firmowa od 1290 zł |
| Kontrola nad SEO | podstawowa, bez własnego kodu | kategorie, opinie, bez podstron | pełna, z danymi strukturalnymi |
| Co zostaje po zmianie | treść do przepisania | profil zostaje u Google | domena, pliki i treść są Twoje |
Profil Firmy Google: darmowy, ale to nie strona
Wizytówka Google jest najlepszym darmowym kanałem dla firmy lokalnej i w wielu branżach przynosi więcej telefonów niż strona. Warto ją mieć niezależnie od tego, czy stronę masz: wystarczy przejść procedurę zakładania wizytówki Google i uzupełnić godziny, usługi oraz zdjęcia.
Przez lata Google dawał do niej także darmową stronę pod adresem business.site, generowaną z danych profilu. Ta funkcja zniknęła. Jak opisał Search Engine Land, od marca 2024 adresy business.site przekierowywały na profil firmy, a po 10 czerwca 2024 odwiedzający trafiali na komunikat o nieznalezionej stronie. Firmy, które miały tam swoją jedyną stronę, straciły ją razem z treścią.
Uwaga
To najdroższa lekcja z darmowych stron: regulamin i dalsze istnienie usługi zależą od dostawcy. Trzymaj kopię tekstów i zdjęć u siebie, a adres w materiałach firmowych podawaj we własnej domenie, nawet jeśli dziś przekierowuje do darmowego kreatora.

Kiedy darmowa strona internetowa wystarczy
Są sytuacje, w których płacenie za stronę byłoby wyrzucaniem pieniędzy. Darmowy plan broni się wtedy, gdy strona nie jest jeszcze narzędziem sprzedaży, tylko wizytówką albo eksperymentem.
- Testujesz pomysł. Chcesz sprawdzić, czy ktoś zadzwoni po ofertę mycia elewacji, zanim wydasz na stronę i reklamę. Trzy sekcje i numer telefonu odpowiedzą na to pytanie w dwa tygodnie.
- Cały ruch robi wizytówka. Warsztat samochodowy w dzielnicy dostaje telefony z Map. Strona jest tylko miejscem, w którym klient sprawdza, czy firma istnieje i jak dojechać.
- Potrzebujesz adresu do dokumentów. Przetarg, program dotacyjny albo bank chcą zobaczyć stronę firmy. Prosta strona wystarczy, a tę płatną zrobisz, kiedy będzie z czego.
- Działasz sezonowo. Wypożyczalnia kajaków pracuje cztery miesiące w roku, a strona ma pokazać ceny i trasy. Limit 1 GB transferu takiej witryny nie dotknie.
W każdym z tych przypadków kup od razu domenę i skieruj ją na darmową stronę, jeśli kreator na to pozwala. To jedyny element, którego potem nie odzyskasz.
Kiedy darmowy plan kosztuje Cię klientów
Granica jest dość ostra i prawie zawsze przebiega w tym samym miejscu: zaczynasz płacić za uwagę ludzi. Od tej chwili każda złotówka z reklamy ląduje na stronie z cudzym banerem i limitami.
- Włączasz Google Ads albo Meta Ads i płacisz za każde kliknięcie, które ląduje na stronie promującej kreator.
- Sprzedajesz online: płatności, regulamin i wysyłka wymagają sklepu, nie strony z galerią zdjęć.
- Liczysz na ruch z Google, a bez dostępu do kodu i szybkości walczysz o widoczność na jedną rękę.
- Sprzedajesz usługi po kilka tysięcy złotych. Klient, który ma wydać 8000 zł na remont łazienki, sprawdza wykonawcę dokładniej niż ten, który kupuje kawę.
Przykład
Hydraulik stawia stronę w darmowym kreatorze i przez trzy miesiące wydaje po 1500 zł na Google Ads. Z 4500 zł budżetu każde kliknięcie ląduje na stronie z paskiem reklamowym kreatora i adresem w cudzej domenie. Strona firmowa od 1290 zł zostaje jego własnością i pracuje dalej po wyłączeniu kampanii. To przykład wyliczenia, nie średnia z rynku, ale kolejność wydatków (najpierw strona, potem reklama) widać w nim dobrze.
Dobre pytanie na start to nie „ile zaoszczędzę”, a „ile kosztuje mnie miesiąc bez porządnej strony”. Rachunek robi się prostszy, kiedy znasz widełki. Zebraliśmy je w osobnym wpisie o tym, ile kosztuje strona internetowa, a przybliżoną kwotę dla swojego zakresu policzysz w kalkulatorze ceny strony.
Jak zacząć za darmo i nie zamknąć sobie drogi
Darmowy start nie musi być stratą czasu, jeśli od pierwszego dnia traktujesz go jak etap, a nie jak rozwiązanie docelowe. Kolejność poniżej sprawia, że przeprowadzka na własną stronę zajmuje dni, nie tygodnie.
- Kupujesz domenę. Nazwa firmy z końcówką .pl, opłacona na Twoje dane, nie na dane kreatora ani znajomego informatyka. To fundament adresu e-mail, wizytówki i przyszłej strony.
- Wybierasz narzędzie pod kątem wyjścia. Sprawdzasz dwie rzeczy: czy podłączysz własną domenę i czy wyciągniesz stamtąd treść oraz zdjęcia. Google Sites wygrywa pierwszym punktem, kreatory drugim.
- Piszesz treść u siebie. Teksty, cennik i opisy usług trzymasz w dokumencie na dysku. Strona jest tylko miejscem publikacji, a nie archiwum Twojej firmy.
- Zakładasz wizytówkę Google. Ten kanał działa niezależnie od strony i w firmie lokalnej zwykle przynosi pierwsze telefony.
- Mierzysz od pierwszego dnia. Analityka, numer telefonu z możliwością policzenia połączeń i pytanie „skąd Pan o nas wie” przy każdym zgłoszeniu. Bez tego nie poznasz momentu, w którym darmowa strona zaczyna hamować firmę.
- Ustalasz próg przejścia na płatne. Na przykład: dziesięć zapytań miesięcznie ze strony, pierwszy budżet reklamowy albo pierwsza usługa sprzedawana online. Próg zapisany z góry chroni przed siedzeniem w darmowym planie trzeci rok.
Jeśli chcesz zobaczyć, jak Twoja firma mogłaby wyglądać na własnej stronie, zamów darmowy szkic strony w dwie minuty albo bezpłatny audyt obecnej strony. Możesz też zadzwonić pod 511 608 362 w dni powszednie między 10 a 18 i opowiedzieć, na czym stoisz.
Najczęściej zadawane pytania
Czy darmowa strona internetowa pojawi się w Google?
Tak, strony z darmowych planów są indeksowane jak każde inne. Trudniej natomiast powalczyć o widoczność na konkurencyjne frazy, bo nie masz dostępu do części ustawień technicznych, a adres w subdomenie dostawcy nie buduje historii Twojej domeny.
Czy mogę przenieść darmową stronę na własną domenę?
Zwykle tak, w ramach tego samego kreatora po wykupieniu planu płatnego. Przeniesienie całej strony do innego narzędzia oznacza przepisanie treści i ułożenie jej od nowa, dlatego teksty i zdjęcia warto trzymać u siebie od początku.
Czy wizytówka Google wystarczy zamiast strony?
Dla jednoosobowej firmy usługowej z jednym miastem działania czasem wystarcza na początek, zwłaszcza gdy zbierasz opinie. Nie opisze jednak oferty, nie obsłuży formularza ani sprzedaży, a Google wyłączył darmowe strony generowane z profilu w 2024 roku.
Ile kosztuje strona, gdy porzucam darmowy plan?
W scall.me strona firmowa startuje od 1290 zł, modernizacja istniejącej od 600 zł, a opieka nad stroną od 400 zł miesięcznie. Do tego dochodzi domena i hosting, których cena zależy od dostawcy. Treść z darmowego planu zwykle da się wykorzystać, co skraca pracę nad nową stroną.
Czy darmowy plan to zawsze zły pomysł?
Nie. Jest dobrym narzędziem do testu pomysłu, strony sezonowej albo adresu wymaganego w dokumentach. Złym pomysłem staje się wtedy, gdy strona ma przyjmować płatny ruch i zamykać sprzedaż.